MOVIE ZONE - Bridget Jones 2: W pogoni za rozumem
SS-NG #28 LUTY 2005






Patryk "Yisrael" Stanik
    Mimo tego, że Bridget Jones 2 garściami czerpie gagi ze swojej poprzedniczki, jest to kontynuacja godna pierwszej części. Przyjrzyjmy się sequel'owi dokładniej.
Kilka lat temu książka pewnej brytyjskiej dziennikarki imieniem Helen Fielding zdobyła miliony czytelniczek na całym świecie, również w naszym kraju. Tytuł przeszedł do bestsellerskiej pierwszej ligi – mowa oczywiście o Bridget Jones, książce tylko trochę ustępującej pod względem ilości sprzedanych egzemplarzy Harry'emu Potter'owi J.K. Rowling. Niewielu jednak wie, że bardzo szybko ukazała się za granicami Polski jak i w niej samej druga część przygód (nie)przeciętnej Brytyjki. Sequel miał podtytuł W pogoni za rozumem, był obszerniejszy niż część pierwsza i nie ustępował jej pod żadnym względem, ale też nie wynosił przygód dzielnej Jones na wyżyny intelektualne. W Polsce książka ta przeszła raczej bez echa, ale za granicą było inaczej...


  Sexy Bridget


Mówiąc krótko książka pod tytułem Dziennik Bridget Jones opowiada perypetie pewnej całkiem zwyczajnej Brytyjki, a forma, jaką wybrała Fielding dla książki jest właśnie dziennik, pamiętnik, w którym pechowa bohaterka zapisuje swoje życiowe problemy. Żartobliwa i lekka książeczka właśnie dzięki swej nienachalności zrobiła oszałamiająca karierę. Proste z pozoru problemy, sytuacja w która mogły wczuć się miliony osób (głównie płci nadobnej, bowiem do niej skierowała swe dzieło Helen Fielding) – słowem utożsamienie się z główną bohaterką Dzienników i dzielenie z nią swoich jak i jej przeżyć było strzałem w finansową dziesiątkę. Dlatego musiał powstać film, oczywiście w Ameryce i, oczywiście, z wielką kampanią reklamową. Film odniósł sukces podobny do tego, jakim już legitymowała się książka, więc starym Hollywoodzkim zwyczajem powstała i część druga, oparta na dalszych przygodach Bridget Jones opisanych w książce pod tytułem W pogoni za rozumem.


  Zbyt zwyczajny Grant


Na wstępie zaznaczę, że nie mogę odnieść części drugiej filmu do jedynki, gdyż jedynki po prostu nie widziałem; inaczej w przypadku książek, bowiem przeczytałem obie. Fabuła Bridget Jones 2: W pogoni za rozumem opiera się na książce o tym samym tytule, jednak odniesienia są dość luźne, a scenariusz, jak to często bywa, obcięty. Na film poszedłem z, powiedzmy, ukrytym zachwytem, albowiem jedynki nie widziałem, a książki, choć przeczytałem szybko, można pokusić się o stwierdzenie że je połknąłem, to jednak mną nie wstrząsnęły. Tym większe było zatem moje zdziwienie, chociaż też nieprzesadne, po wyjściu z sali kinowej. Pierwsza rzecz, która rzuciła mi się w oczy już wcześniej, podczas oglądania zajawek tego filmu to głupi fakt, iż główna bohaterka ma widoczną nadwagę. Powiecie, że opowiadam głupoty, ale jednak dla mnie ten widok, wśród setek tysięcy pięknych, młodych i mądrych bohaterek, był relaksem, odetchnięciem od fałszu i po prostu przyjemnością. Czy Was czasem nie męczy to, że w kolejnych filmach młode cycatki, nierzadko z tytułami doktorskimi bądź profesorskimi (sic!) są swoimi kolejnymi kopiami? Wystarczy mi przywołać ostatni wielki hit (kto określa co jest hitem, a co nie? Hollywoodcy producenci i spece od reklamy, już nie my czy jakieś wyimaginowane jury) Oliviera Stone'a pt Aleksander, gdzie matkę starego chłopa (Olkowi zmarło się, gdy miał 33 lata) gra babka młodsza niż własny syn (to częste w operach mydlanych) – Angelina Jolie. Konkludując – wielki plus dla twórców filmu Bridget Jones 2 za to, że pokazali, iż nie wyglądamy jak modelki czy modele. Drugim plusem jest przekonująca gra aktorki która (z poświęceniem!, przecież przytyła do roli, a to w Hollywood większa ofiara niż wydłubanie sobie oka do roli pirata) wcieliła się w Jones. Renee Zellweger jest, zdaje się, wymarzoną Bridget – taką wyobrażałem sobie Bridget książkową.
Nie chodzi tutaj tylko o wygląd, ale o całość kreacji – miny, ruchy, mowa, mimika: słowem Zellweger gra dobrze, prawdziwie, zabawnie (co ważne w tego typie produkcji) i nie wygląda jak Pamela Anderson. Przekonująco wypada również Hugh Grant w roli podrywacza, choć tutaj bez sensacji, bo Hugh wygląda na to, iż zaczyna popadać z kopiowanie swoich poprzednich kreacji bądź ich kompilację. Colin Firth jako adwokat i z lekka bufon gra solidnie, jakby mało się jednak zngażując.


  Solidny, acz niezaangażowany Firth


Wspomniałem o zabawie – na pewno uśmiejecie się z niejednej sceny filmu W pogoni za rozumem. Ponoć w gagach dokonano wielu nawiązań do części pierwszej, jednak tego stwierdzić, z oczywistych względów, nie mogę. Co mogę natomiast, to z czystym sercem napisać, że film jest typową komedią romantyczną. Wcześniej napisałem kilka uwag dotyczących wyglądu Jones (nietypowego jak na nasze popkulturalne czasy), jednak nie można rozważać filmu jako produkcji łamiącej inne bariery obłudy. Sceneria jest czasem tak niesamowita, że aż „dech zapiera”, choćby daleka wycieczka za granicę, do (nomen omen) Azji Południowej – która to wycieczka w ogóle wyszła dość sztucznie w całym filmie, jakby stworzona przymusowo by związać scenariuszowy koniec z końcem. Inna sprawa to fakt, że za Bridget, pospolitą i typową (tak, typowa uroda!, to z reklam to jest komputerowa sztuczność a nie kobiety czy mężczyźni z krwi i kości), pechową i (według mnie) apatyczną babą ugania się dwóch bogatych przystojniaków. Fakt, to tylko film, ale moim zadaniem jest wytykanie nieścisłości. Wybaczam to jednak, bo jako się rzekło film to komedia romantyczna, a książka to tylko książka fabularna, nie żaden Nietsche. Może należałoby napisać kilka słów o fabule czy historiach, w jakie wplątuje się Jones, jednak dla czytelników to zbędne, a dla widzów nieciekawe, bo fabuła nie jest ani zbyt wybujała ani zbyt trudna do ogarnięcia. Ot, zwykłe (no, może poza przygodą z więzieniem...) problemy z miłością. Mówiąc prosto: kochają się, coś się dzieje, następuje oziębienie, coś się dzieje i kochają się ponownie.


  Jones na haju!


Podsumowując: film zobaczyć warto, chociaż nie jest to produkcja, bez której Wasze kulturalne ja się nie obędzie. Nie jest to łzawa historyjka rodem z Harlequinów, czasem można się nieźle uśmiać, ale nie poczujecie romansidłowego znużenia. Osobiście byłem zdziwiony pozytywnie, bowiem te kilkadziesiąt minut nie uznaję za zmarnowane. Film oczywiście szczególnie będzie przydatny parom, ale Panowie: jeśli Wasza połowica będzie Was siłą zaciągała nie macie się co bronić, bo przyjemność sprawicie i ukochanej i sobie (z odpowiednim podejściem). Dodam jeszcze tylko tyle, że sam szukam od kilku dni w wypożyczalni pierwszej części, która niestety ciągle jest pożyczona – normalny efekt wejścia drugiej części na ekrany kin. Dla wielkich fanów filmu i/lub książki pozostaje miłe zakończenie: Renee Zellweger zgodziła się zagrać w kolejnej części przygód nie takiej znowuż nudnej Angielki, jeśli tylko powstanie trzecia część książki pani Fielding. A czy to się stanie – wiedzieć nie można na pewno, ale znając trendy na rynku finansowo-kulturowym byłbym dobrych myśli.
MOVIE ZONE - Bridget Jones 2: W pogoni za rozumem
SS-NG #28 LUTY 2005