MOVIE ZONE - Saw
SS-NG #28 LUTY 2005






Krzysztof "Kosynier" Kosiecki
    Budzisz się w ciemnym pokoju, nie możesz zobaczyć nawet własnej ręki. Jesteś zdezorientowany, nie pamiętasz, co się z tobą działo ani jak się tu znalazłeś, czujesz się jakby przejechała cię ciężarówka, myślisz „Czy umarłem?”, „Czy jestem w piekle?”, nagle jakiś głos wyprowadza cię z błędu. To twój „współwięzień”, który właśnie odnajduje przełącznik światła, ocknął się chwilę przed tobą. Na ziemi między wami leżą jakieś zwłoki a wy jesteś przykuci do ścian. Może jednak było by dla was lepiej gdyby to było piekło…
Do takiej konkluzji można dojść już po kilku chwilach oglądania filmu „Saw’. Osoba, która właśnie się ocknęła to Adam (do końca filmu nie poznajemy jego nazwiska) a ten drugi to doktor Lawrence Gordon. Pomieszczenie, w którym się znajdują przypomina krzyżówkę łazienki ze średniowiecznym lochem, a łańcuchy są nie dłuższe niż metr. Leżące na środku pomieszczenia w kałuży krwi zwłoki (znajdujące się poza zasięgiem ofiar) w jednej ręce mają rewolwer (po stronie doktora) i dyktafon (po dłuższej gimnastyce zasięgu Adama). Obydwoje szybko odnajdują w swoich kieszeniach koperty a w nich kasety do dyktafonu, pan Lawrence znajduje coś jeszcze – pocisk do rewolweru. Po odsłuchaniu nagrań miny bledną im do reszty. Jeżeli doktor Lawrence nie zabije Adama w ciągu sześciu godzin to jego żona i dziecko zostaną zamordowane a oni pozostawieni w swym wiezieniu aż umrą z pragnienia czy głodu. Zaczynają rozmawiać i zastanawiać nad swym położeniem a sam film staję się bardziej retrospekcją ich przeżyć, gdy próbują odgadnąć, dlaczego to właśnie im się to przydarzyło. Doktor szybko się orientuje, że to robota psychopaty o ksywce „Jigsaw”, który tak naprawdę nikogo nie zabił, po prostu wynajduje sposoby, aby jego ofiary same się zabiły. Tytuł „Saw” nie jest bez znaczenia, tłumaczy się po prostu na „Piła”, jest to symbol desperacji. Dość szybko odnajdują dwie piły, za słabe, aby przeciąć łańcuchy, ale nie ciało i kości.


  Adam


“How much blood would you shed to stay alive?” To pytanie skierowane do wszystkich. Ze względu na swój charakter film często jest porównywany do kasowego hitu z przed laty - „Siedem”. W sumie zgadzam się z tym porównaniem z jednym wyjątkiem. Tam morderca to na wpół niebiański i na wpół piekielny fanatyk chcący stworzyć „dzieło”, które przewyższy wszystko inne. Tutaj jest to po prostu człowiek bez przyszłości, chcący przypomnień innym o wartości tego, co mają. Nie twierdze ze nie jest szalony, jest w nim wręcz coś demonicznego, ale jak w Hitlerze w nim także można się dopatrzyć cech zwykłego człowieka. Poza tym on nie ma złudzeń o wielkości. Ofiary nie są wcale przypadkowe, w jakiś sposób na drodze swego życia dały dowód dekadentyzmu. Roztrwaniały swój dar życia. Sytuacje, w jakich ich stawiano były zabójcze, ale z każdej była szansa ucieczki. Jedyne, co trzeba było zrobić to mieć trochę szczęścia i prawdziwą chęć życia. Czy troska o rodzinę będzie na tyle wielka, aby dobry lekarz, który złożył przysięgę, że nigdy nikogo nie skrzywdzi, odciął sobie nogę i zabił niewinnego człowieka? Jeśli to przeżyje to będzie się już cieszył każdą minutą swego życia. Same więzienie jest dowodem niemal boskiej dokładność. Każdy z lochów został przemyślany w najdrobniejszym szczególe, każde posunięcie ofiary przewidziane.


  Nigdy nie zadzieraj ze swoim dentystą


Film „Saw” został wyreżyserowany przez Jamesa Wana. Nigdy nie słyszeliście o tym człowieku, prawda? No cóż, ja też nie. Film, jest pod wieloma aspektami podobny do takich sław jak „Cube” czy „Blair Witch Project”. Może ciężko w to uwierzyć, ale nakręcono go w 18 dni przy budżecie kilkudziesięciu tysięcy dolarów. Jedynym znanym aktorem jest poczciwy Danny Glover znowu grający wręcz idealną dla niego rolę policjanta. Po prostu zebrało się dwóch ludzi: Jamek Wan – ambitny człowiek chcący zostać reżyserem oraz Legat Whannell (grający Adama) – aktor na tyle zdesperowany, że napisał scenariusz dla samego siebie. Zebrali trochę oszczędności i postanowili zrobić film. Wszystko w nim od samej koncepcji zostało opracowane z myślą o obcinaniu kosztów. Jednak to wcale nie szkodzi, wręcz przeciwnie- pomaga.
Film powstał z daleka od Hollywood i tym samy jest całkowicie niezależny. W fabryce filmów koncentrują się na zarabianiu pieniędzy, tym samym obcinają ryzyko wykorzystując przetarte koncepcje ze starych filmów, komiksów i książek. Nie bez znaczenie są także ogromne budżety powodujące, że coś, co można nakręcić w trzy miesiące kręci się trzy lata. Wanowi w odniesieniu sukcesu pomóc mogła tylko pomysłowość. Film nie jest napakowany efektami specjalnymi, ale towarzyszą mu ciągłe zwroty akcji zmuszające do nieustającej uwagi. Tak właściwie to niewielu było by wstanie nakręcić dzieło na takim poziomie. Wystarczy do tego tylko jedna cecha, problem w tym, że ta cecha to… odrobina geniuszu.
Przez cały czas czujemy emanujące z ekranu szaleństwo, ono po prostu nas otacza. Jednak nie jest to coś głupiego czy pozbawionego sensu. To szaleństwo jest logiczne, dopracowane w najdrobniejszym szczegółach i jak się okazuje po chwile namysłu, niesie ze sobą pewne wartości. Sytuacje, w jakich zostają postawione ofiary mają moralizować. Tak jak powiedziała jedyna, wcześniejsza ofiara, która przeżyła to piekło „Jestem mu wdzięczna”! Została ona nauczona wartości tego, co miała najcenniejsze. Została nauczona wartości życia. Tego samego wymaga film od widza. Gdy pomyślimy, że to samo mogło przydarzyć się nam zaczynamy bardziej doceniać to, co mamy.


  Desperacja


Długo myślałem nad ostateczną oceną. Wahałem się czy nie przyczepić się do braku efektów specjalnych albo zbytniej brutalności. Jednak ostatecznie uznałem ze film zasługuje na najwyższe noty. Po prostu niema, do czego się przyczepić, pieniądze wcale nie są takie ważne, nie zawsze musimy oglądać gigantyczne statki kosmiczne czy bitwy, w których zastanawiamy się czy aby statystów niema, więc niż faktycznych żołnierzy w wydarzeniach z przeszłości. Co do brutalności to jest ona wywarzony, jak by nie było to film psychologiczny, reżyser oszczędza nam co bardziej brutalnych scen jak choćby człowieka, który rozcina się na drutach kolczastych widać jedynie w kilku przebłyskach. Polecam wam wizytę w kinie z całym sercem. Filmy, które jednocześnie ogląda się z uwagą od pierwszej do ostatniej sekundy a jednocześnie niosą prawdziwe przesłanie są rzadkie jak uczciwi i prawi politycy.


  Danny Glover w całej okazałości


MOVIE ZONE - Saw
SS-NG #28 LUTY 2005