MOVIE ZONE - Blade: Trinity
SS-NG #28 LUTY 2005






Krzysztof "Kosynier" Kosiecki
    „Kto walczy z potworami winien uważać, aby samemu nie stać się jednym z nich…”- jest to jeden z najczęściej powtarzanych cytatów w historii a jednocześnie właśnie on stanowi ostatnią myśl filmu „Blade: Trinity”. Jeśli chcecie wiedzieć dlaczego, pójdźcie do kina, ale najpierw radzę się zastanowić czy naprawdę warto? Czy dwie godziny typowej hollywoodzkiej mordowni są warte tych kilkunastu złotych od osoby? Zdecydujcie sami …
Proszę was, gdy następnym razem będziecie się wybierać na do kina nie czytajcie tych bzdur na Wirtualnej Polsce. Prawie zawsze, gdy czytam opis jakiegoś filmu na tym serwisie odnoszę wrażenie, że pisała go pod przymusem jakaś miłośniczka mydlanych oper. W „Trójcy” spotykamy niepodważalnie najsłynniejszego ze wszystkich krwiopijców – Draculę, Blade robi to, co zawsze, czyli poluje na wampiry i ich sługusów z pełną bezwzględnością tylko, że tym razem ta bezwzględność narobiła mu nadmiaru wrogów. Wampiry zdołały nagłośnić działalność naszego bohatera jako psychopatycznego mordercę i tym samym ściągnąć na jego karki FBI. W tym samym czasie w odległym Iraku obudzono twórcę rasy dzieci nocy a zarazem najdoskonalszą istotę, jaka kiedykolwiek stąpała po ziemi. Żyjący przed tysiącleciami Drake wycinał sobie krwawą ścierkę przez stulecia aż wreszcie zdegustowany otaczającym go światem oddał się hibernacji w oczekiwaniu na lepsze czasy. Przynajmniej w jego mniemaniu takie czasy jeszcze nie nadeszły, tym niemniej wzbudzony ze snu postanowił bronić swych potomków. Gdy spojrzymy na drugą część „Blade-a” dojdziemy do wniosku, że tamte stworzenia był jedynie mizernymi próbami odtworzenia doskonałości Króla Nocy. Dracula tak jak Blade potrafi chodzić w świetle dnia oraz zmienia swe oblicze jak kameleon. Te jak i inne jego zdolności powodują, że jeśli ktokolwiek ma prawo nazwać siebie nieśmiertelnym to właśnie on. W filmie czeka nas także spotkanie z piękną i zabójczą Abigail Whistler. Córka starego łowcy wampirów jest członkinią grupy zwącej się „Nightstalkers”, która zajmuje się … no sami zgadnijcie czym. Ona oraz inny członek tej grupy Hannibal King będą stać u boku Daywalker-a tworząc tytułową trójcę.


  Trinity


Jestem wielkim fanem twórczości Ann Rice i pewno, dlatego spoglądanie na kwestie wampiryzmu przez pryzmat omawianej produkcji wywołuje u mnie pewien niesmak. Czy aby na pewno świat musi być czarno-biały? Niezapominajce, że pośród wampirów można spotkać osobowości różnej maści i charakterów a pakowanie ich wszystkich do jednego worka jest objawem swego rodzaju rasizmu. W tym wypadku chodzi po prostu o uproszczenie produkcji tak, aby nie odwracać uwagi widza od efektownych scen walki. To odmiana starej zasady nakazującej unikać wywoływania jakichkolwiek pozytywnych uczuć w stosunku do złych charakterów i tym samy współczucia u odbiorców. Bynajmniej nie jest dziełem przypadku podobizna bojowego wcielenia Drakuli z Diabłem. Postawa reżysera/scenarzysty Dawida Goyera to jedno a osoba samego Blade-a to drugie. Chyba można powiedzieć, że to już nie jest człowiek. Główny bohater pozbawiony wszelkich emocji czy współczucia, stał się swego rodzaju symbolem zemsty i nigdy niekończącej się wojny zabijając wszystkich, którzy staną mu na drodze. O ile rola Wesley Snipesa niesie ze sobą pewne szczątkowe elementy psychologiczne to sam film wygląda jak wyjaskrawiona bajka. Gdy do wspomnianych cech dodamy walki głównych bohaterów w stylu Rambo, którego kule się nie imają, oraz świat z pogranicza nauki i magii (szczególne pierwsza część) to uzyskujemy typową amerykańską produkcję, w którą wpakowano górę pieniędzy z zamiarem zarobienia jeszcze większej góry. Jednak musze przyznać, że przyjemnie się to wszystko ogląda…… i chyba oto chodzi.


  Dracula we własnej osobie


Cała esencja filmu to sceny walki, które zostały czasami lepiej a czasami gorzej sklejone w całość za pomocą fabuły. W przeciwieństwie do tego, w co wierzą producenci tym razem użyto kleju trzeciej albo i czwartej kategorii. Co prawda, wszystko jest logicznie połączony cyklem zdarzeń przyczynowo skutkowych, jednak cały czas ma się wrażenie, że tą historyjkę wymyśliło dziesięcioletnie dziecko. Innym problemem jest wspomniane już przeplatanie się mitu i legendy, nauki i magii. Problem ten istnieje zawsze, gdy mamy do czynienia z wampirami jednak najczęściej szybko zostaje dokonany wybór jednej z dróg, tutaj nic takiego nie miało miejsca. Raz scenarzysta mówi o prastarych legendach czy boskich siłach a pięć minut później w jakimś laboratorium wymyślają nowe serum czy coś podobnego.
Taki stan rzeczy wywołuje pewne zagubienie a na dłuższą metę film traci resztki swej relatywnej realności. Jest to najpewniej konsekwencją braku wyraźnej kontynuacji pomiędzy poszczególnymi częściami, jeśli zaczniemy o nich myśleć nie jako o trylogii tylko w kategorii trzech niezależnych produkcji to ostateczny efekt jest dużo lepszy. Po prostu podczas pisania kolejnych scenariuszy nie myślano o kontynuacjach a inna zasada współczesnej kinematografii mówi, że jak długo film przynosi dochody to niemal na pewno zostanie nakręcona jego kontynuacja. Paradoksalnie, gdy o tym myślę to dochodzę do wniosku, że właśnie „finałowa” trzecia część otwiera drogę do naprawdę dobrej i głębokiej kontynuacji. Pewno, dlatego niema planów nakręcenia takiego filmu, bądźmy szczerzy – kasowe super-produkcje nie mogą być głębokie czy skomplikowane, bo koszta się zwrócą tylko, jeśli pójdzie na nie plebs krajów zachodu. Co do samej części trzeciej chyba największym niewypałem było oddanie Jessice Biel roli Abigail Whistler. Problem polega na tym, że Abigail ma reprezentować niezwykle silną kobietę zdolną do walki z całym legionem wampirów naraz. O ile sam pomysł jest całkiem kuszący dla męskiej części widowni to Biel kompletnie tu nie pasuje. Fakt faktem jest niezłą aktorką, tym niemniej przypomina bardziej bezbronną nastolatkę niż wojowniczkę. W efekcie dostajemy łuczniczkę (rodem ze średniowiecza) o twarzy dziecka walczącą jak Neo. Chyba przyznacie, że nie jest to zbyt szczęśliwa kombinacja? Porównanie do Neo nie jest tu przypadkowe, możemy zauważyć naprawdę sporo motywów z Matrixa. Nie jest to zbyt szkodliwe dla filmu jednak oglądanie jednej i tej samej sceny po piętnasty raz robi się powoli przewidywalne a w konsekwencji nudne. Przewidywalność jest słowem, które często będzie się nasuwać podczas oglądania filmu. Właściwie w każdym momencie możemy z łatwością przepowiedzieć, co się stanie za chwilę, co więcej już po kilkunastu minutach można śmiało dopowiedzieć sobie jak będzie wyglądała cała reszta historii. Jak już pisałem fabuła nie jest zbyt rozwinięta, na dodatek, jeśli macie nadzieje na trochę humoru (nawet czarnego) to musze was zawieść – najbardziej komicznym elementem jest pies-wampir. Na pocieszenie powiem, że muzyka w filmie stoi na całkiem wysokim poziomie.


  Abigail


Cały czas narzekam jak jakiś krytyk ze złotych globów, jednak naprawdę oglądanie jest całkiem przyjemne. Polecam ten film wszystkim chcącym odpocząć fizycznie i psychicznie po męczącym tygodniu, nie wymaga on nadmiaru myślenia a dostarcza sporo rozrywki. Jak już wcześniej pisałem jest to typowa hollywoodzka produkcja a te mimo wszystko mają wysoką oglądalność. Popełniono trochę rażących błędów, ale całe szczęście nie zepsuło to ostatecznego efektu. Jeśli pragniecie jakichś głębszych przeżyć to zgłoście się gdzie indziej, ale jeżeli szukacie czystego wypoczynku oglądając efektowne sceny walki to szczerze zapraszam.


  Stary Łowca


MOVIE ZONE - Blade: Trinity
SS-NG #28 LUTY 2005