KLUB KONESERA - Lazy Jonem
SS-NG #28 LUTY 2005






Michał "Xtense" Stopa
    Oto gra o prawdziwym życiu młodego człowieka z czasów gralni Arcade. Kiedy każdy automat był bogato zdobiony, zapraszając młodego gracza do swoich kontrolerów, aby oddał się elektronicznej rozrywce. Czasy, które nie mają szans już powrócić (gdyby odliczyć umierające powoli gralnie PSX). Tak tak – pamiętam, jak dziś, jak biegłem z żetonem przez pół miasta, aby pograć w Donkey Kong'a. Możemy sobie przypomnieć niektóre przyjemności z tego okresu, odpalając emulator Commodore'a 64 (bądź odkurzając prawdziwą komodę) i wczytując tę grę.
  Sawtooth.

     Tak, moi mili państwo. Oto i jedyna w swoim rodzaju gra “all in one”. Prosta, jak wpisywanie tekstu na klawiaturze, a przyjemna jak macanie Joysticka (bez skojarzeń ;) ). C64 to jednak piękna platforma. Zresztą, nic dziwnego – do teraz hardcorowi jeźdźcy Assemblera C64 tworzą gierki na komódkę. Jednak wróćmy do gry


  Oto i Arcade


   Mmm, sawtooth.

     Nie da się sklasyfikować tej gry, nie tworząc dziwacznej hybrydy gatunków. Najbliższa byłaby chyba platformówka-arcade, ale jednak nie do końca. No to może po prostu “all in one”-arcade? Hmm... Rrraczej nie. Cokolwiek o niej powiedzieć, to wciąż nie wystarcza. O, mam – rozrywka praktycznie się nie kończy. Nigdy. Można grać dosłownie do śmierci (która powinna być mniej-więcej przy 60 godzinie bezprzerwnego grania). Zaletą tego jest fakt, że gra nie jest monotonna, ani męcząca (gdyby odliczyć bezprzerwne machanie Joy'em ;) ), ani nie nudzi się szybko.


  The TURK


   Sawtooth, sawtooth, sawtooth

     W grze wcielasz się w Jones'a, gościa dosyć pikselowej postury (i ten jego seksowny nos...), maniaka gierek arcade, oraz śpiocha-schizola (o tym za chwilę). Jones, zamknięty w wielkiej gralni, zajmującej 3 piętra i kilkanaście (nigdy nie chciało mi się liczyć)pokoi, z których większość zawiera ogromne automaty, z których można korzystać przy pewnym limicie czasowym (lub życiowym). Celem jest... Hmm... Jakkolwiek brzmi to dziwnie, celu nie ma. Po prostu grasz. Grasz, aż oczy wyciekają. Ale to nie koniec – nie wszystko jest tak różowe. Musisz uważać, aby przypadkiem nie wpaść na gości (lub wózek) w korytarzu, bo wtedy, mówiąc łopatologicznie, tracisz życie. Natomiast gry wewnętrzne (mini-gry?)... Czysty arcade. Tona sposobów, tona pomysłów, a wszystko polega na zręczności i refleksie. Mamy tutaj typowe gry “odbij obiekt”, jest kilka strzelanek kosmicznych (najciekawszy tytuł: Space Waffers), są platformówki (np. 99 Red balloons), jest tu sławetny robak (The Wall. Programiści słuchają za dużo Pink Floyd), jak również erotyczna (hehehe) wariacja Froggera (Jay Walk), oraz kilka totalnie pokręconych gierek, jak np. The Turk. Całość polega na... wycelowaniu widelcem w pieczonego indyka, znajdującego się na poruszającej się platformie, i trafieniu go, zanim wleci do kosza na śmieci. Dodatkowo, po całym ekranie lata... aparat telefoniczny, który, jeśli został trafiony, leci znów, a ty musisz celować od początku.
To zresztą nie koniec – w kilku pokojach znajdziemy inne rzeczy, takie jak ubikacja, szafa (Jones zachowuje się tak samo, jak w ubikacji, cokolwiek to oznacza), bar, w którym musisz wypić jak największą ilość trunków, omijając pijaka (mini-gra ;) ),oraz... Sypialnia, na którą składa się śpiwór, stojący pionowo (hehe). Jones, wszedłszy do niej ma dziwaczny sen. Śni mu się pięciu facetów, latających w różnych (pięciu?) kierunkach, którzy po obejściu całego ekranu, wracają na swoje oryginalne pozycje, budząc Jonesa. Hmm...o




  Zerotyzowany Frogger ;)


  SAWTOOTH!

     Graficznie, gra przedstawia się pikselowo (ach...). Nie jest szczególnie rewelacyjna, a patrząc z dzisiejszej perspektywy, jest nienajlepsza. Piskel tu, piksel tam. Animacja też jest prosta (żeby nie powiedzieć prostacka ;) ). Jones, chodząc, wygląda jak anemik, bądź zombie. Ramiona sztywno przy sobie, a na dobrą sprawę ruszają się tylko nogi. Tak samo z resztą “person” w grze. No, w sumie nic dziwnego – my też byśmy tak wyglądali, gdybyśmy 24/7 grali w gry arcade. Mini-gierki wyglądają nieco lepiej, ale tylko dlatego, że nie trzeba się było specjalnie wysilać, żeby stworzyć klimat gierek arcade. Z muzyką jest już lepiej, ale to chyba tylko u mnie. Ja po prostu nie potrafię nie kochać trójkanałowego SIDa z C64. Ścieżkę (jeśli mogę się tak wyrazić) skomponował David Whittaker. I dzięki mu za to – jest to jedna z najbardziej rozpoznawalnych ścieżek z gier z C64. Fragment (dla posiadaczy High Voltage SID Collection – utwór ostatni) tej muzyki został wykorzystany w utworze “Zombie Nation” Kernkraft'u. Udźwiękowienie też jest niezłe, o ile pozwala na to architektura SIDa. Dźwięki są proste, ale mają to swoje charakterystyczne, C64'owe brzmienie.


  99 Red Balloons ;).


  When you back, bring sawtooth

     Grę zaliczam do jednej z najlepszych z tej platformy, obok takich gier jak Paradroid, Head Over Heels, Green Beret i innych hitów tamtych czasów. Zabawa może nie jest gwarantowana, ale na pewno sprawi dużą przyjemność. Wolność dla fanów C64!
KLUB KONESERA - Lazy Jonem
SS-NG #28 LUTY 2005