KLUB KONESERA - Big Red Racing
SS-NG #28 LUTY 2005






Krzysztof "Genosha" Kozak
    BIG RED RACING było instalowane na każdym z komputerów, jakie posiadałem od czasu premiery tej gry. Czyli już od prawie dziesięciu lat. Dlaczego? Ponieważ to idealny przerywnik między poważnymi produkcjami. Pięciominutowy wyścig w BRR i już mam nowe siły do pracy.
  WYŚCIGI MUPPETÓW

     BIG RED RACING był bardzo swego czasu popularną zręcznościówką, w której siadaliśmy za sterami przeróżnych wehikułów, pokonując rozmieszczone po całym kosmosie trasy rajdowe. Zręcznościówką, której w żadnym wypadku nie należy brać na poważnie. Wszyscy mający nadzieję na jakikolwiek realizm w dużym, czerwonym wyścigu mogą sobie ten tytuł od razu odpuścić. Całą resztę namawiam do zdobycia gry, naprawdę warto. Dlaczego?
Ponieważ nie wymaga absolutnie żadnego myślenia, a jej niedoróbki nie mają większego wpływu na przebieg całej zabawy. W BIG RED RACING sterujemy pojazdami, które zdają się być nadmuchiwanymi zabawkami. Bo właśnie tak się zachowują – niezależnie od tego czy prowadzimy ciężarówkę, ponton, helikopter, łazik kosmiczy czy koparkę [to tylko niektóre z dostępnych w grze śródków lokomocji] – po odbiciu od bandy czy boku przeciwnika odskakują, jakby były napompowane helem. Dlatego przez całą trasę należy uważać, gdyż jednorazowe wypadnięcie z trasy może kosztować bardzo dużo czasu, a przeciwników dogonić jest ciężko [choć tylko w przypadku tras oznaczonych jako „hard”].
Za kierownicą naszej maszyny pokonamy malownicze trasy położone m.in. w Irlandii, Angli, Rosji, Indiach, Chinach, Japonii, Hawajach , USA czy... Księżycu i Marsie. I tam bowiem dotarł BIG RED RACING. Tam też trasy są najtrudniejsze, a pojazdy wręcz niemożliwe do opanowania. W rezultacie podczas wyścigu panuje niewyobrażalny chaos, co chwila ktoś kogoś wyprzedza a my lawirujemy w tym huraganie, skacząc bez przerwy z pierwszej na szóstą [ostatnią] pozycję.



  DUŻE, CZERWONE PIKSELE

OGrafika boli. Dosłownie. Ogromne piksele, nienaturalnie zniekształcane [szczególnie na zakrętach] tło i przedziwna „powolna dynamika” gry bardzo męczą oczy, tak też nie zalecam grania bez przerwy przez dłużej niż pół godziny. Zanim jednak dostaniemy oczopląsu, możemy przez jakiś czas naprawdę przyjemnie się pobawić. Opanowanie klawiszologii zajmuje conajwyżej dwadzieścia sekund, ponieważ oprócz strzałek odpowiedzialnych za gaz/hamulec i skręcanie mamy do dyspozycji tylko dwa przyciski – Nitro [czyli dopalacz] i przywrócenie na trasę. Używanie nitro jest bardzo zalecane, jako że maksymalna prędkość większości pojazdów jest przeraźliwie mała, i tylko z doładowaniem mamy namiastkę prawdziwej szybkości [na oko jest to porażające 70km/h]. Zadziwiające, że mimo tej całej apatii i powolności w Big Red Racing dzieje się tak dużo.

Ścigać możemy się używając jednej z kilku dostępnych kamer. Jednak zarówno daleki rzut jak i widok z wnętrza kabiny są po prostu beznadziejne, dlatego wszyscy znani mi fani BIG RED RACING jeżdzą z klasyczną kamerą ustawionę tuż za pojazdem.

Poza robiącą z mózgu papkę grafiką słabą stroną BRR jest także udźwiękowienie. Komentator jest silącym się na śmieszność, bardzo głośnym i irytującym kretynem, tak więc jeśli komuś już uda się na nowoczesnym komputerze ustawić w grze dźwięk, radzę komentarz jak najszybciej wyłączyć, a głośność ustawić na minimum. Oszczędzimy sobie i sąsiadom dużo nerwów. W kwestii audio, nawet jak na 1995, dzieło programistów z Big Red Software jest poniżej krytyki.

  DUŻA, CZERWONA META

     Ale mimo tych poważnych przecież wad, wciąż gra się w BIG RED RACING bardzo przyjemnie. Jest to gra z przymrużeniem oka, jedyna chyba w której możemy efektownie brać zakręty koparką z turbosprężarką. Innymi słowy, ta gra jest tak idiotyczna, że aż dobra. Nie zalicza się do rasowych wyścigów, ale wcale ich nie udaje i do tego miana nie pretenduje. Jest uczciwa w swojej prostocie, biedna w aspekcie technologicznym i ciągle bardzo miodna. A to nie zdarza się często. Zrobienie takiej gry to duża sztuka i dlatego do dziś BIG RED RACING okupuje mój twardy dysk. Czytelników SS-NG mogę jedynie zachęcić do tego samego. Przy tej grze bawiłem się dziś równie dobrze, co przy NEED FOR SPEED: UNDERGROUND 2. I niech to wystarczy za komentarz, dotyczący zarówno pierwszego, jak i drugiego z tych tytułów.


 



KLUB KONESERA - Big Red Racing
SS-NG #28 LUTY 2005