RECENZJA [PC] - D-Day
SS-NG #28 LUTY 2005






Robert "Rosic" Korczak
PRODUCENT: Digital Reality WYDAWCA: Techland GATUNEK: Real-Time Strategy WWW CENA: 79,90 zł PLATFORMY: PC
Fala strategii drugo-wojennych trawa już dobre kilka miesięcy. Na horyzoncie pojawiają się jednak kolejne tytuły, które na pewno nie dadzą się owej fali szybko uspokoić. Jedną z najnowszych gier o tej tematyce jest D-Day. Gra pochodzi ze stajni Monte Cristo i jest w bardzo prostej linii spokrewniona ze świetnym tytułem, jakim jest Desert Rats vs. Afrika Corps.
Już na samym początku powiem Wam, że oprócz miejsca akcji gra od swojego pierwowzoru nie różni się praktycznie niczym. Taki sam jest system rozgrywki, identyczna grafika i udźwiękowienie, także interfejs i większa część jednostek, nie licząc oczywiście ich innego malowanie, pozostała bez zmian. Dlatego właśnie w tej recenzji będę starał się nie porównywać D-Day’a do Desert Rats, tylko opiszę go od podstaw. Może w podsumowaniu dokonam małej konfrontacji, zobaczymy…

Zaczynając od początku, należałoby powiedzieć coś o fabule gry. Ta, bowiem jest wiernym odwzorowaniem operacji, która rozegrała się w Normandii. Już z góry wiemy, że lądowanie na plaży mamy murowane. Oprócz tego czekają nas walki w kolorowych polach, małych wioskach i w śród wszechobecnej zieleni. Przejdźmy jednak do szczegółów. Gra tworzona była we współpracy z stowarzyszeniem Normandie Memoire 60eme Anniversaire. Co to oznacza? Gwarancję, że gra jest 100% zgodna z prawdą, a każda misja miała odzwierciedlenie w prawdziwych zdarzeniach. Tak więc grając w D-Day’a poznamy bardzo dokładnie 80 dniową historię Bitwy o Normandię. Będziemy świadkami operacji Overlord, w której jedną z misji będzie przejęcie mostu Pegaza. Któż nie pamięta tego obiektu, chociażby z CoD… Będziemy także niszczyć bunkry na plaży SWORD, oraz jak już wspomniałem wcześniej dane nam będzie przeżyć lądowanie na plaży Omaha w sektorze Dog Red. Na tym jednak gra się kończy. W następnych kampaniach stoczymy bitwę o Cherbourg, a także w ramach planu Goodwood wykonamy cele operacji Cobra i niezwykle krwawej operacji Blue Coat. Zgodność z historią jest naprawdę wielka, przykładem tego może być Bitwa pod Falaise, gdzie udział wzięła 1 Polska Dywizja Pancerna.


Istna rzeź!


Według mnie ilość informacji historycznych jest wręcz przesadzona. Przed każdą misją mamy wgląd w olbrzymie ilości tekstów. Dokładnie opisane są wszystkie cele misji, historyczne jej realia i inne w sumie mało przydatne rzeczy. Często zdarza się też rys historyczny dywizji, która w danej misji wzięła udział. Wszystko to podparte jest mapkami i fotografiami. Gdyby ktoś zmuszał mnie do czytania tych wszystkich informacji, to bym chyba zwariował. Właściwie, jeżeli ktoś ma jakiekolwiek zaliczenia w szkole, lub na uczelni z tego okresu, niech koniecznie w D-Day zagra. Dowie się o każdym szczególe. To jest lepsze niż książka do historii…

Dodatkowo do gry, twórcy dołożyli bonusy. Są nimi filmiki ze wspomnieniami weteranów i bardzo obszerna encyklopedia sprzętu wojskowego. W bonusach będziemy też mogli jeszcze raz zobaczyć filmiki z kampanii, które są oczywiście filmami historycznymi. Stowarzyszenie Normandie… dało z siebie wszystko, czy jednak jest to w takim stopniu, tak naprawdę potrzebne? Trudno powiedzieć, dla fanatyka historii na pewno tak, dla przeciętnego gracza, na pewno nie.

O historii mam już odbębnione przejdźmy, więc do samej gry. Mamy do dyspozycji 3 kampanie, na które składa się kilkanaście misji. Każdą zaliczoną misję możemy potem powtórzyć w trybie pojedynczego scenariusza. Każda z misji ma klika celów głównych, np. zabezpieczyć most, czy eskortować konwój, kilka dodatkowych, np. zniszczyć masz radiowy, a także cele ukryte, takie jak „nie pozwolić na zniszczenie ciężarówek”. Gdy uda nam się wypełnić wszystkie wypisane cele, to na 100% pojawią się następne. Bardzo często stanowią one nie lada zaskoczenie, dla naszych wyczerpanych walką wojsk. Dzięki temu misje stają się nieobliczalne i nie możemy pozwolić sobie na niepotrzebne straty oddziałów, ponieważ nie wiemy, co czeka nas dalej.


Cała rzecz polega na tym…


Niestety misje jako takie nie są zbyt udane. Część z nich zaczyna się bardzo ciekawie, aby potem wręcz zanudzić. Kompletnie nietrafione są częste rozkazy czekania na posiłki i bronienia w tym czasie np. mostu. Przez 7 minut patrzymy na pusty ekran w nadziei, że coś się w końcu wydarzy, aby podczas ostatnich kilku minut ledwo, co skopać tyłek atakującym Niemcom. Misje są bardzo liniowe, no bo w końcu zgodne z historią, co daje możliwość nauczenia się kiedy, skąd i gdzie nadjedzie wróg. Właściwie to część gry można przejść tylko w taki sposób, bo D-Day należy do gier ciężkich. Mamy znaczne braki w uzbrojeniu, kiedy to Niemcy wystawiają przeciwko nam stada kociaków, tzn. Tygrysów i Panter. Piechota przydaje się tak naprawdę tylko w pierwszych misjach, a działa stacjonarne tracą sens. Nie podobała mi się też misja, w której lądowaliśmy na plaży. Nie było w niej ani krzty dramatyzmu. Ot jesteśmy na plaży i robimy „burdel” Niemcom. Dobrze, że do każdej misji jest przygotowany czarno biały wprowadzający filmik. Czasem potrafi on lekko zagrzać do walki. Szkoda, że tylko lekko. W większość plansz gra się zbyt długo. O wiele lepiej dla gry byłoby, gdyby autorzy przygotowali więcej, ale za to żwawszych misji. No i żeby były ciut łatwiejsze, bo na tych można zęby połamać. Jeżeli jednak graczu drogi, lubisz gry w tych klimatach, co D-Day, to nie będziesz zbytnio zawiedziony. Można sobie spokojnie w tą grę pograć.


Wpierod! Eghm na przód!


Plansze, na których rozgrywają się poszczególne misje, są przygotowane bardzo dobrze. Mimo iż są za pewne odwzorowane z historyczną centymetrową dokładnością, to sprawiają tylko i wyłącznie wrażenia pozytywne. Są ładnie urządzone, ciekawie rozmieszczono wszelkie obiekty, a teren jest w miarę zróżnicowany. Można się oburzyć, że gra daje nam możliwość tylko i wyłącznie zmagania się na zielonych połaciach, lub w malutkich klimatycznych miasteczkach Normandii, ale przecież ta gra dotyczy dokładnie tego i tylko tego wycinka wojny.

Teraz przejdę do skrótowego opisu, na czym polega rozgrywa. A więc tak jak w większości dzisiejszych strategii w D-Day nie znajdziemy budowania, a kupowanie jednostek jest możliwie tylko w niektórych misjach w trybie scenariusza. W kampanii wszystkie jednostki dostajemy na początku misji i z ich pomocą musimy podołać zadaniom. Czasem zdarza się, że w trakcie misji dostaniemy jakieś posiłki, ale lepiej się na nie nie nastawiać. W grze pod swoją kontrolą mamy zarówno piechotę, jak i wozy pancerne, czołgi i artylerię. Możemy też czasami skorzystać z ataków lotnictwa. Nasze oddziały mają dość dobrą inteligencję, chociaż czasem trudno im dojechać do wyznaczonego celu. Walka i sterownie oddziałami wygląda jak w każdym RTSie… click, click, click :). Piechota ma kilka specjalnych umiejętności. Potrafi ona zajmować budynki, używać różnego rodzaju gniazd karabinów, czy wieżyczek wartowniczych. Ludzikami możemy też przejmować opuszczone wrogie pojazdy, czy detonować np. mosty. Czołgi także mają specjalną umiejętność. Mogą one okopać się, dzięki czemu będą trudniejsze do trafienia. To, co można grze zapisać na plus to możliwość uszkodzenia poszczególnych systemów. I tak po wjeździe na minę zniszczeniu ulegną gąsienice, ale czołg dalej będzie mógł prowadzić ogień. Zdarzyć się może, że zniszczona zostanie tylko wieżyczka, wtedy możemy spokojnie pojazd wycofać w celu późniejszej naprawy. W grze nasze jednostki mają nieskończoną amunicję, dzięki temu odpada jedna z podstawowych zmartwień stratega, jak dla mnie jest to niestety spory minus.


Gąsienica zniszczona


Tak jak było w poprzedniku D-Day’a, tak jest też teraz – grafika jest dosłownie świetna. Może na dzień dzisiejszy trochę za bardzo „sterylna”, ale schludna, szczegółowa i miła dla oka. Zarówno czołgi, jak i budynki cieszą oko detalami. Tekstury pokrywające teren mają ostre i wyraziste kolory. Woda może cudem nie jest, ale jak najbardziej pasuje do otoczenia. Ładnie wyglądają efekty specjalne, a szczególnie wybuchy pojazdów. Po takim łubudu zostaje na ziemi kupa pogniecionej i spalonej blachy. Animacje są doskonałe. Czołgi chyboczą się od strzałów, gąsienice kręcą się jak powinny, a piechota ładnie przebiera nóżkami. Ciężarówki i inne pojazdy kołowe nie umieją skręcić w miejscu, potrzebują zrobić do tego celu łuk. Pojazdy potrafią też dość mądrze korzystać ze wstecznego. Takie zachowania pojazdów zwiększają realizm rozgrywki. Szkoda, że autorzy nie dali możliwość samodzielnego pojeżdżenia czołgiem, tak jak to było w Soldiers.

Dobrej grafice towarzyszą dobre dźwięki. Wszystkie strzały, wybuchy, odgłosy silników i zgrzytanie gąsienic nadają grze klimatu wojny. Bardzo spodobał mi się odgłos wybuchu czołgu, chociaż nie wiem, dlaczego słyszymy najpierw taki dziwny pisk. Tak czy inaczej, jest on świetny. Przy bardzo dobrej oprawie dźwiękowej słabo wypada muzyka. Tak jak na gry w tym klimacie przystało mamy tutaj podniosłe marsze i tego typu wojenne melodie. Niestety są one „szare”, nudne, wolne i wcale nie zagrzewają do walki. Słabo wypadają też polskie teksty czytane. Głos lektora jest pompatyczny, a człowiek ten bardzo dziwnie akcentuje słowa. Czasem tekst urywa się w środku zdania. Zdarzają się też momenty, kiedy lektor musi przyspieszyć, aby zdążyć przed końcem filmiku. Trochę lepiej, choć też nie genialnie, przedstawiają się dialogi mówione przez żołnierzy podczas gry. Amerykanin mówi z lekkim angielskim zabarwieniem, a Polak czysto po Polsku. Nie ma jednak w tym ani krzty polotu. Do tekstów pisanych zastrzeżeń nie mam.


Stalowa przeprawa


Podsumowując D-Day jest trudnym, lekko nudnawym RTSem. Nie ma w nim za grosz oryginalności. Co prawda można sobie spokojnie pograć, grafika jest bardzo ładna, plansze ciekawe, a odgłosy stoją na wysokim poziomie, to jednak brakuje tej grze odrobiny fantazji i rozmachu. Być może ten czynnik blokuje bardzo wielka zgodność z historią. Szczerze mówiąc to nie będę specjalnie tego tytułu polecał, ale też strategom go nie odradzę. Programiści, którzy tworzyli D-Day, dostali zadanie i się z niego wywiązali. Desert Rats był jednak o wiele bardziej wciągający.

Minimalne:
Windows 98, ME, 2000, XP
Pentium III 1000MHz
32MB Karta graficzna kompatybilna z DirectX 9 (Geforce2, ATI Radeon 8500 albo lepsze)
256MB RAMu
Kompatybilna z DirectX karta dźwiękowa
1.5 GB HDD


Optymalne:
Windows 98, ME, 2000, XP
Pentium IV 1400MHz
64MB+ Karta graficzna kompatybilna z DirectX 9 (Geforce4, ATI Radeon 9600 albo lepsze)
512MB RAMu
Kompatybilna z DirectX karta dźwiękowa
2 GB HDD
Kolejny niezły drugo-wojenny RTS, nie wnoszący absolutnie nic nowego do gatunku.
RECENZJA [PC] - D-Day
SS-NG #28 LUTY 2005