RECENZJA [PC] - Matematyka Na Dzikim Zachodzie
SS-NG #28 LUTY 2005






Kuba "kYuba" Bujakowski
PRODUCENT: SILCOM Multimedia WYDAWCA: Marksoft GATUNEK: Edukacyjna WWW CENA: 45 zł PLATFORMY: PC
    Z matematyką to jest tak, że albo się ją umie albo nie. Człowiek się z tym po prostu rodzi. Ja niestety (albo stety) uzdolnień matematycznych nie mam i żyje mi się z tym bardzo dobrze. Albo raczej żyło, do czasu, kiedy musiałem znowu zagłębić się w ocean cyfr, liczb, ułamków i temu podobnych. Ale cóż poradzić - mus to mus, gra przyszła, zrecenzować trzeba.
MAŁA DYGRESJA
Zadziwiające jest, z jakim zapałem ludzie potrafią tworzyć wciąż te same, jedynie lekko zmodyfikowane produkty. Gier z serii „MATEMATYKA...” Mieliśmy już setki a programiści i tak nie dają za wygraną i jak na złość produkują kolejne programy z tego cyklu. Wiem, wiem – dzieci trzeba edukować a najlepiej uczyć bawiąc (albo bawić ucząc). Nauka powinna się przeplatać z rozrywką itd., Ale wydaje mi się, że równie dobrze bawić potrafią Muminki, Gumisie, Kubuś Puchatek, Batman czy wirtualni kowboje. Wszystko to kwestia gustu, a dzieci w wieku 6-10 lat za bardzo wyrafinowanego gustu, przyznać trzeba nie mają, więc interes się kręci. I pewnie będzie kręcił do końca istnienia komputerów albo jeszcze dłużej. Ale zostawmy już tą sprawę w spokoju, nie jestem tutaj, żeby ubolewać na współczesną branżą komputerowej roz(g)rywki, ale po to, żeby pomęczyć was, drodzy czytelnicy... Matematyką!




LET’S GET IT STARTED
Zaraz po instalacji gry naszym oczom ukazuje się intro w postaci dosyć sympatycznego królika-indianina, który informuje nas o misji, którą będziemy musieli wykonać. Otóż, dowiadujemy się, iż konflikt pomiędzy kowbojami a Indianami trwa i nikt nie jest w stanie pogodzić zwaśnionych „nacji”, jedynym sposobem na dokonanie tego jest zdobycie świętych trofeów, które zagwarantują spokój. A jak możemy je zdobyć? Droga jest oczywiście jedna – poprzez rozwiązanie wszystkich cudownych, pięknych i w ogóle lubianych przez wszystkich zadań matematycznych. Po wprowadzeniu przechodzimy rzecz jasna do menu gry. Nie jest ono jakoś specjalnie rozbudowane, ale czego się można spodziewać po programie edukacyjnym dla małolatów. Ot, możemy stworzyć „nowy profil”, zobaczyć najlepszych zawodników oraz wyjść z gry. Jest też niepozorna ikonka w postaci kowbojskiego lasso, którym musimy złapać postać, którą chcemy grać. Powiem, wam, że gdybym to ja był takim 6-cio latkiem to na pewno zajęłoby mi trochę czasu rozszyfrowanie stworzenia nowej postaci. Chociaż mogę się mylić, teraz podobno dzieciaki rozwijają się szybciej niż kiedyś. W każdym bądź razie po dokonaniu tych wszystkich skomplikowanych czynności przychodzi czas na ustalenie poziomu naszej wiedzy. Przed rozpoczęciem rozgrywki, musimy, bowiem wybrać do ilu umiemy liczyć (10, 100, 1000, 10 000), jakie działania chcemy poćwiczyć oraz na jakich liczbach (dodatnie, ujemne, dziesiętne, ułamki). Jeśli wszystko jest gotowe, możemy wreszcie ruszyć na podbój dzikiego zachodu.




PITAGORAS VS JOHN WAYNE
I w tym momencie następuje pierwsze zaskoczenie a raczej rozczarowanie. Na pewno każdy dzieciak, który dostał grę w swoje ręce miał nadzieję, że przynajmniej postrzela sobie do Indian, pojeździ na koniu czy weźmie udział w jakichś zawodach. Niestety moi drodzy, w MATEMATYCE NA DZIKIM ZACHODZIE żadnej z tych zabaw nie doświadczymy. Cała rozgrywka opiera się na rozwiązywaniu przeróżnych diagramów, drzewek, działań i osi liczbowych, w których jedyne, co musimy zrobić to wpisać brakujące liczby. I na tym koniec. Fajerwerków się nie spodziewajcie. Zadania wybieramy na mapie gry, na której znajdują się postacie przedstawiające kowbojów oraz Indian. Za każdym razem musimy rozwiązać ciąg obliczeń a następnie, możemy je sprawdzić i jeśli wszystko wykonaliśmy poprawnie uzyskamy jeden z trofeów (i tak w kółko) aż do znudzenia. Różnorodności za wiele nie ma.
I jeszcze pół-biedy, jeśli wszystko przedstawiane byłoby w jakiś ładny i przystępny sposób, ale tutaj mamy po prostu plansze z obliczeniami. Aha, warto dodać, że jeśli zadania nie zaliczymy to program wskaże nam, które działania rozwiązaliśmy błędnie.




KOLOROWY DZIKI ZACHÓD
Graficzka w grze jest w 100% narysowana ręcznie. W dzisiejszych czasach zdarza się to, przyznać trzeba bardzo rzadko. Zarówno styl rysowania jak i dobór kolorów prezentuje się bardzo dobrze. Postacie kowbojów mają obowiązkowo rewolwery, kapelusze i charakterystyczne spodnie. Podobnie prezentują się Indianie z malowniczymi pióropuszami na głowach i długim, jasnymi szatami. Miasto amerykanów to typowa wioska z westernów. Jest bank, szeryf, salon czy stajnie dla koni. Gdyby jeszcze tylko wszystko było animowane to nie miałbym już żadnych zastrzeżeń. Całość sprawnie naprawdę bardzo przyjemne wrażenie dla oka. Z oprawą dźwiękową jest już nieco gorzej, bo praktycznie w ogóle jej nie ma. Jedyne, co słyszymy podczas gry to głos jakiegoś kowboja, który stara się być dowcipny a nawet czasem sarkastyczny oraz jakieś tam bardzo niewyraźne kliknięcia, szmery i odgłosy strzelających pistoletów.




... W STRONĘ ZACHODZĄCEGO ŚŁOŃCA
Kończąc chciałem jeszcze nadmienić, iż lokalizacja produktu została wykonana bezbłędnie. Podczas obcowania z grą nie natrafiłem na jakąkolwiek literówkę, błąd w tłumaczeniu mniej dosłownych zdań czy brak polskich czcionek. Podobnie było z głosami postaci. Ogólnie MATEMATYKĘ NA DZIKIM ZACHODZIE można uznać za produkt wykonany bardzo dobrze, lecz niewykraczający poza przeciętność. Programowi brakuje po prostu przebojowości i różnorodności. Zadania nudzą się po kilkunastu minutach, co jest największym błędem, jaki można popełnić w tego typu grze. MATEMATYKA NA DZIKIM ZACHODZIE powinna jak już wcześniej powiedziałem uczyć bawiąc, niestety gra spełnia tylko ten pierwszy warunek.

Pójdzie na każdym sprzęcie z myszą i klawiaturą... Ale, na upartego: Karta Graf. 2MB SVGA, 133MHz, Sound Blaster 2.0
Jak schabowy bez przypraw – niby ładnie wygląda i pachnie, ale smakuje kiepsko. Dzieci przy tym długo nie wysiedzą. (Mmmm, schabowy. -Xtense)
RECENZJA [PC] - Matematyka Na Dzikim Zachodzie
SS-NG #28 LUTY 2005